Przez całe życie byliśmy przekonani, że oliwa z oliwek extra virgin nie jest dla nas, bo po prostu nam nie smakuje. Ja na przykład traktowałem ją trochę jak produkt dla snobów, bo jak można zachwycać się czymś, co jest gorzkie, a po dodaniu do sałatki potrafi zdominować smak warzyw?
No dobrze, są na to amatorzy, więc nie ma co dyskutować, to kwestia gustu, a jak wiecie, o gustach się nie dyskutuje.
Do momentu spróbowania dobrej, naturalnej oliwy od sprawdzonego producenta nie byliśmy jednak świadomi, że problem prawdopodobnie nie leżał w samej oliwie, ale w jej jakości.
Kiedy zacząłem przyglądać się oliwom dostępnym w sklepach, rzeczywiście znalazłem nawet takie, gdzie wielka etykieta informowała o oliwie z Grecji, ale z tyłu widniała informacja, że jest butelkowana we Włoszech… Może to nic nie znaczy ale na pewno oznacza, że ktoś robi wszystko, żeby więcej zarobić.
Moje oczy otworzyły się szeroko dopiero wtedy, gdy zacząłem zgłębiać temat i przeczytałem, że wiele źródeł branżowych i śledczych wskazuje, iż nawet do 70% oliwy sprzedawanej na świecie jako „extra virgin” może być sfałszowana, rozcieńczona tańszymi olejami lub po prostu błędnie oznaczona.
Uwierzycie w to?
70%!!!
To kolejny argument dla nas, żeby sprzedawać wyłącznie sprawdzony, naturalny produkt od zaufanych producentów.
Pamiętam, jak na samym początku, zanim jeszcze dobrze się poznaliśmy, tłumaczyłem i prosiłem Eirini, żeby potwierdziła i zapewniła mnie, że ich oliwa zawsze będzie bardzo wysokiej jakości, powtarzalna i autentyczna. Chcieliśmy mieć pewność, że jeśli zaangażujemy się we współpracę, będziemy oferować naszym klientom, znajomym i rodzinie coś, co nie budzi żadnych wątpliwości.
Usłyszałem wtedy, że oliwa z oliwek extra virgin to ich drogocenny skarb — dzięki któremu przetrwali najcięższe okresy w życiu.
Nie wiem jak wy, ale ja im wierzę.