Każda historia ma swoje początki…
Ponieważ całą rodziną kochamy kilka rzeczy, m.in. podróże, zwiedzanie, wodę i jedzenie, od zawsze naszym rytuałem jest zamawianie w restauracjach różnych dań. Niezależnie od tego, czy jesteśmy na wakacjach, czy w Polsce, wybieramy inne potrawy tylko po to, żeby każdy z nas mógł podjadać i próbować dań pozostałych członków rodziny. Zazwyczaj na koniec rozmawiamy o każdym z nich i robimy rodzinny ranking najsmaczniejszych.
Uwielbiamy to 😊
Dokładnie tak samo robiliśmy podczas naszych rodzinnych wyjazdów. Bardzo często kierunek podróży był podyktowany m.in. tym, co dobrego można tam zjeść. Zwiedziliśmy sporo krajów i zajadaliśmy się ich specjałami. Każdy z nich miał w swojej kuchni coś, w czym można było się zakochać, coś, co chciało się zapamiętać, czym nie można było się najeść i do czego chciało się wracać tylko po to, żeby znów poczuć ten sam smak. Tak było w Chorwacji, gdzie zakochałem się w ćevapcici i jak tylko przekraczaliśmy granicę, musiałem je zjeść, obojętnie gdzie.
Kiedy pojechaliśmy na Kretę po raz pierwszy, w barze zaczepił nas tubylec. Usłyszał, że rozmawiamy po polsku, i łamaną polszczyzną powiedział, że miał kiedyś dziewczynę Polkę, więc trochę nauczył się języka. Od słowa do słowa okazało się, że pracuje w fabryce oliwy. Następnego dnia dostaliśmy od niego w prezencie litr oliwy - w butelce po Coca-Coli 😊
W międzyczasie oczywiście jadaliśmy w restauracjach wspólne kolacje, pełne smaków, których się nie zapomina. Nawet te nieskomplikowane dania były przesmaczne, a kluczem do tego smaku okazały się świetne, świeże produkty regionalne, w większości z dodatkiem oliwy z oliwek extra virgin od lokalnych producentów.
Zawsze zastanawialiśmy się, jak to jest, że nawet jedząc sporo, uczucie najedzenia jest inne: lżejsze, bez ciężkości na żołądku. To właśnie świeże, naturalne produkty sprawiają, że jest jednocześnie zdrowo i smacznie.
No więc… któregoś dnia poszliśmy do zaprzyjaźnionej restauracji i opowiedzieliśmy właścicielom o naszej przygodzie z oliwą od kolegi z baru. Nie minęły trzy minuty, a córka właścicielki, która pracowała w restauracji jako szef kuchni, przyniosła nam kolejny litr oliwy w prezencie. Bo przecież ich rodzina też produkuje oliwę i koniecznie musimy jej spróbować. No i jak tu odmówić! 😉
Wróciliśmy z wakacji, spróbowaliśmy i okazało się, że ta oliwa z oliwek, którą do tej pory raz na jakiś czas kupowaliśmy w sklepie, to chyba nawet nie jest ten sam produkt. Prawdziwa oliwa ma po prostu inny smak, nie jest gorzka, nie odpycha, jest łagodna i można ją jeść nawet samą, maczając w niej dobre pieczywo… Ech, kto by to wiedział przez tyle lat...